Wspomnienia fotograficzne

Nie do końca pamiętam, jak zdobyłam mój pierwszy aparat fotograficzny. Wygrałam go w jakimś konkursie, a może był po prostu nagrodą w jednym z biegów, w których często brałam udział będąc uczniem szkoły podstawowej i trenując w klubie sportowym. Zwykły aparat na kliszę. Nic szczególnego. Pamiętam jednak, że radość była ogromna. Zawsze marzyłam o tym, by robić zdjęcia. Moje marzenie się spełniło. Potem pojawiły się inne aparaty. Pożyczony od szwagierki olimpus, także na klisze. Następnym był już maleńki cyfrowy sony t7. Mogłam go mieć ze sobą wszędzie. Pewnie profesjonalni fotografowie by mnie wyśmiali, ale jak na moje potrzeby, zdjęcia robił niezłe. Potem przyszła kolej na lustrzankę nikon. Niestety przyszedł też koniec lustrzanki – została skradziona. Ostatnio udało mi się nabyć Nikona1, więc pasja może być kontynuowana. Z drugiej strony dzisiaj to nie problem, gdyż całkiem niezłe zdjęcia wychodzą z aparatów wbudowanych do telefonów komórkowych i co najfajniejsze – taki telefonoaparat ma się ze sobą zawsze. Żadna nadarzająca się okazja do zrobienia zdjęcia nie umknie.

Mimo mojej pasji, nie stałam się niestety specjalistą w tej dziedzinie. Być może za mało we mnie tej wspomnianej już we wcześniejszych postach determinacji. Wiem jednak, że uwielbiam robić zdjęcia, szukam ciekawych miejsc, mam różne pomysły. Nawet jeśli w oczach profesjonalistów moje fotki wyglądają niezbyt profesjonalnie, nie ma to znaczenia. Zdjęcia są moje i przypominają mi zwiedzone miejsca i zrealizowane pomysły…

Majorka

Dzisiaj sięgnę wspomnieniami kilka lat do tyłu, kiedy to po raz pierwszy pojechałam na wakacje poza granice Polski. Wyjazd zaliczam do udanych. Majorka, to do dnia dzisiejszego dość popularny kierunek wakacyjny.

Majorka jest największą wyspą archipelagu Balearów na Morzu Śródziemnym. Jej stolicą jest Palma de Mallorka i tam właśnie wylądowaliśmy zaczynając październikowe tygodniowe wakacje. Można powiedzieć, ze październik na Majorce to czas po sezonie. Szczęśliwie ceny też były już posezonowe. Pogoda nadal ładna, słońce wysoko, dzień nieco krótszy niż normalnie, ale coś za coś.

majorka2

Hotelik całkiem fajny – właściwie to apartament z aneksem kuchennym i pokojem gościnnym. Tequila za butelkę po 6 Euro, czyli gości można przyjmować. Cytryny do tequili kosztowały więcej, niż sam trunek.

Zabawne jest to, że to na Majorce pierwszy raz zjadłam “typical English breakfast”. Turyści tutaj to głównie Brytyjczycy (co wyjaśnia, że na każdym kroku można takie śniadanie dostać) i Niemcy, w tym dużo grubych Niemek.

majorka3

Super bielutki piasek i przecudnie błękitna woda. Czego chcieć więcej na wakacjach. Przedpołudnia i wczesne popołudnia spędzaliśmy na plaży, a późne popołudnia, już nieco chłodniejsze październikową porą, spędzaliśmy na spacerach.

majorka5

Podziwialiśmy wapienne wybrzeża wyspy, piękne widoki i urokliwe zachody słońca.

majorka4

Wyspa ma także wykształcone skrasowiałe pasmo górskie Serra de Tramuntana. Postanowiliśmy bliżej się temu przyjrzeć, wypożyczyliśmy samochód i wyruszyliśmy w góry. Serpentynki były niezłe, aż zapierało dech w piersi. Niestety nie mam zdjęć, które zobrazowałyby powagę sytuacji podczas prowadzenia samochodu. Po drodze mijaliśmy urokliwe hiszpańskie miasteczka, a także trafiliśmy do jaskini bardzo przypominającą polską Jaskinię Raj.

Nie obyło się jednak bez przygód, gdyż pędząc serpentynką złapaliśmy gumę. W bagażniku niestety była jedynie dojazdówka. Powrót nie był wcale łatwy, ale daliśmy radę i cali i zdrowi wróciliśmy do hotelu.

majorka13

Majorkę, jako cel podróży wakacyjnych poleciłabym każdemu, kto uwielbia błękitną wodę, bielutki piasek, trochę szaleńczej zabawy nocnej i przy okazji nie zamierza wydać na wakacje za dużo kaski.

New Website New Perspective New Life

To moje trzecie podejście do pisania bloga. Pierwszy wpis, jeśli dobrze sięgam pamięcią był w 2005 roku. To były czasy, kiedy dużo ludzi zaczynało w blogosferze. Był sobie taki i się uśpił. Wróciłam do niego po kilku latach, czyli w 2008 roku i od czasu do czasu coś zamieszczałam, a w końcu w 2015 roku przeniosłam wszystko na własną stronę internetową. I znów był sobie blog i… strona wygasła. Brakowało, być może nadal brakuje mi determinacji, ale jak to mówią do trzech razy sztuka, więc próbujemy po raz kolejny. Postaram się odtworzyć poprzednie wpisy i miejmy nadzieję, że tym razem wyjdzie, tak jak sobie zaplanowałam. Bogatsza w nowe doświadczenia i przemyślenia z optymizmem zaczynam pisać i blogować i zaczynam żyć. Tak, uświadomiłam sobie ostatnio, że zapomniałam żyć.

post